Kalendarz wydarzeń

luty 2018
P W Ś C Pt S N
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 1 2 3 4

ZAPRASZAMY

Zamówienia publiczne

c265ffd2-cdb5-4245-828a-6a6f19d2110a.file.jpg

Nowości biblioteczne

Statystyki odwiedzin

142686
DziśDziś307
WczorajWczoraj401
Obecny tydzieńObecny tydzień803
Obecny miesiącObecny miesiąc7412
Obecny rokObecny rok142686

Współpraca

Biuletyn informacji publicznej
Starostwo Powiatowe w Żurominie
Urząd Gminy i Miasta Żuromin
Radio 7 - Mława, Żuromin, Działdowo - 90,8 MHz
Tygodnik Ciechanowski
Your ad here
Narodowy program rozwoju czytelnictwa
Program rozwoju biliotekkultury
Kurier Żuromiński
Your ad here
Your ad here
Your ad here
Your ad here
Your ad here
wtorek, 20.02.2018

Nowości w Naszej Bibliotece

Tartak przy ulicy Bieżuńskiej PDF Drukuj Email
Moja Mała Ojczyzna - Adam Ejnik. Żuromin - moje Miasto
poniedziałek, 23 marca 2009 15:30
Tartak przy ulicy Bieżuńskiej 

Tuż po wojnie przy ulicy Bieżuńskiej w Żurominie postawiono tartak. Działał on dosyć długo, bo do połowy lat osiemdziesiątych. Dziś nie ma po nim żadnych śladów.

Tartak należał do pp. Błażejczyków. Postawiono go na skraju miasta przy drodze wylotowej do Bieżunia. Z jego usług korzystali stolarze z Żuromina i okolicznych wiosek. W latach świetności po drzewo z tartaku przyjeżdżali nawet mieszkańcy Lipowca. – Nawet ksiądz z Lipowca przyjeżdżał – mówi pan Kazimierz Antoszewski, długoletni pracownik tartaku – ten ksiądz to jak chłop pracował. Pan Antoni, patrząc na zdjęcie dodaje – O, te konie to są z Lipowca.

 

Kiedy zdziwiony zapytałem, skąd wie, że te konie są z Lipowca, przecież to zdjęcie sprzed 50 lat, pan Kazimierz ze spokojem odpowiedział, że tylko ludzie z Lipowca w ten sposób rozładowywali furmankę.

 

W latach świetności w zakładzie pracowało dwóch fizycznych pracowników. Pan Antoni mówi, że była to ciężka i niebezpieczna praca. – Dziś to dzieciak może w tartaku pracować – machnął ręką pan Antoni – wszystko robią maszyny. – Kiedyś to aby te szyny były, co na zdjęciu widać – na nich się przesuwało bale, a dalej były cięte przez geter, taki trak.

 

W tartaku przy ulicy Bieżuńskiej pan Antoszewski pracował przez 22 lata. Praca zaczynała się o 8 rano w południe była godzinna obiadowa przerwa i później pracowało się do wieczora. Pan Kazimierz wspomina, ze to dobra praca było, choć trochę niebezpieczna. - Dzięki pracy w tartaku nie musiałem martwić się o opał na zimę, zawsze miałem go pod dostatkiem – mówi pracownik tartaku.

 

O wypadkach przy pracy nie chce dużo mówić, wspomina tylko jak mało sobie nogi siekierką nie obciął i jak wypadek zdarzył się jego koledze, który przez brak ostrożności mało nie stracił ręki.

 

Na pytanie, dlaczego dziś nie ma tartaku, odpowiada pan Zenon, syn jednego z właścicieli tego zakładu: "Umarł śmiercią naturalną, w latach osiemdziesiątych powstało wiele zakładów produkujących parkiety, tartak przegrywał z nimi konkurencję".