Kalendarz wydarzeń

luty 2018
P W Ś C Pt S N
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 1 2 3 4

ZAPRASZAMY

Zamówienia publiczne

f9cda33eb2d98bc10f90adf304f892e6_4.jpg

Nowości biblioteczne

Statystyki odwiedzin

142686
DziśDziś307
WczorajWczoraj401
Obecny tydzieńObecny tydzień803
Obecny miesiącObecny miesiąc7412
Obecny rokObecny rok142686

Współpraca

Biuletyn informacji publicznej
Starostwo Powiatowe w Żurominie
Urząd Gminy i Miasta Żuromin
Radio 7 - Mława, Żuromin, Działdowo - 90,8 MHz
Tygodnik Ciechanowski
Your ad here
Narodowy program rozwoju czytelnictwa
Program rozwoju biliotekkultury
Kurier Żuromiński
Your ad here
Your ad here
Your ad here
Your ad here
Your ad here
wtorek, 20.02.2018

Nowości w Naszej Bibliotece

Śmierć polskiego oficera PDF Drukuj Email
Moja Mała Ojczyzna - Adam Ejnik. Żuromin - moje Miasto
poniedziałek, 10 sierpnia 2009 17:14
Czesław Olszlegier
1945 rok kojarzy się Polakom z końcem wojny. Nie dla wszystkich jednak ta data oznaczała koniec prześladowań. W kwietniu 1945 roku od strzału z pistoletu zginął polski oficer, żurominianin Czesław Olszlegier.

 

Armia II frontu białoruskiego wkroczyła do Żuromina 19 stycznia 1945 roku. Do miasta wjechały rosyjskie czołgi. Na pierwszym z nich wjeżdżał Stanisław Maryniak z Dąbrowy. Padły ostatnie strzały: rosyjscy żołnierze ostrzeliwali saperów, którzy próbowali podłożyć materiały wybuchowe w żuromińskim kościele. Ale niemiecki żołnierz nie był ostatnią ofiarą II wojny światowej. Był nią polski oficer Czesław Olszlegier, który zginął od kuli żołnierza sojuszniczych sił radzieckich.

 

O śmierci mówią dwa źródła. Pierwsze to wywiad z mieszkańcem Żuromina Tadeuszem Rutowskim. Pan Rutowski doskonale pamięta, co mówiło się o tej śmierci. Polacy świętowali jeszcze wyzwolenie. W mieście odbywało się wiele zabaw, potańcówek. Jednym z organizatorów tego typu zabaw był stacjonujący w Żurominie komendant wojenny – Rosjanin. Podczas jednej z takich potańcówek  – wspomina Tadeusz Rutowski – oficer stanął w obronie kobiety, swojej siostry Janiny napastowanej przez tego komendanta. Wtedy Rosjanin miał wyciągnąć pistolet i zastrzelić Czesława Olszlegra. Tragedia ta otworzyła oczy wielu mieszkańcom naszego miasta. Skończył się czas zabaw. Nie korzystano już z potańcówek organizowanych w sobotnie noce przez władze. Żurominianie napominani wcześniej przez proboszcza Staniaszkę wrócili do bram kościoła.

 

Drugim źródłem mówiącym o żuromińskiej tragedii jest relacja Marianny Olszlegier – siostry zamordowanego. Marianna Olszlegier w swej relacji przedstawia przedwojenne i wojenne losy brata. Czesław Olszleger uzyskał w 1939 roku rangę podporucznika. W roku 1939 dostał się do niewoli, skąd zbiegł i przebywał na początku w Kownie potem w Wilnie. Ścigany musiał uciekać do Warszawy i Krakowa. W Krakowie podczas ucieczki przed gestapo został postrzelony w rękę. Podczas wojny służył w jednostkach Armii Krajowej. W marcu 1945 roku w Żurominie już Niemców nie było. Wtedy to Czesław Olszlegier wrócił do swego rodzinnego miasta, myśląc, że zacznie się dla niego i jego żony nowe życie. Jednak w Żurominie oficer był co wieczór kontrolowany przez milicjanta i radzieckiego żołnierza. Pewnego razu aresztowano Czesława Olszlegra. Radziecki żołnierz miał powiedzieć oficerowi, że będzie musiał go zabić. Odtąd rodzina Olszlegrów żyła w ciągłym strachu. „Dnia 1 kwietnia 1945 roku w pierwszy dzień Wielkanocy żołnierz radziecki i żuromiński komendant milicji szukali podstępu, żeby brata zgładzić – wspomina Marianna Olszlegier – komendant zaprosił mego brata Czesława wraz z siostrą do siebie do pokoju na gościnę i tam go zastrzelił podstępem z rewolweru na oczach mojej siostry, Janiny Sznoła. Ów komendant sam wezwał lekarza, który udzielił pomocy, lecz kula była dobrze trafiona i na oczach lekarza Aleksandra Kaźmierskiego, brat zmarł.”

 

Kiedy czytam o tej niepotrzebnej, wydawałoby się, śmierci, odczuwam jej religijną symbolikę. Polskiego oficera zastrzelono w Wielką Sobotę. Być może najbliżsi – matka, żona oczekiwali w swej miłości w niedzielę cudu zmartwychwstania. Cud się nie zdarzył, ale ksiądz Tadeusz Rutowski w swojej relacji wyraźnie podkreśla zachowanie się żuromińskiej społeczności. Żurominianie w powojennej euforii poddawali się uciechom. Bawili się, tańczyli. Być może mimo Wielkiego Postu. Mało tego – te pierwsze powojenne miesiące to czas upadku moralności. Czas kiedy dokonano samosądów – kamieniując dwóch żuromińskich volksdeutsche’ów. Czas, kiedy grabiono z poniemieckich sklepów, z mieszkań co popadnie. Mimo nawoływań proboszcza Staniaszki zachowania te nie ulegały poprawie. Dopiero śmierć Czesława Olszlegiera otworzyła mieszkańcom Żuromina oczy. Przyszła chwila refleksji i opamiętania. Było to swojego rodzaju zmartwychwstanie. Zmartwychwstanie mieszkańców Żuromina w Wielką Niedzielę 1945 roku.