Kalendarz wydarzeń

luty 2018
P W Ś C Pt S N
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 1 2 3 4

ZAPRASZAMY

Zamówienia publiczne

c265ffd2-cdb5-4245-828a-6a6f19d2110a.file.jpg

Nowości biblioteczne

Statystyki odwiedzin

142686
DziśDziś307
WczorajWczoraj401
Obecny tydzieńObecny tydzień803
Obecny miesiącObecny miesiąc7412
Obecny rokObecny rok142686

Współpraca

Biuletyn informacji publicznej
Starostwo Powiatowe w Żurominie
Urząd Gminy i Miasta Żuromin
Radio 7 - Mława, Żuromin, Działdowo - 90,8 MHz
Tygodnik Ciechanowski
Your ad here
Narodowy program rozwoju czytelnictwa
Program rozwoju biliotekkultury
Kurier Żuromiński
Your ad here
Your ad here
Your ad here
Your ad here
Your ad here
wtorek, 20.02.2018

Nowości w Naszej Bibliotece

Cud z 1945 roku PDF Drukuj Email
Moja Mała Ojczyzna - Adam Ejnik. Żuromin - moje Miasto
niedziela, 04 października 2009 13:40
Cud z 1945 rokuŻurominianka z Białegostoku  Jadwiga z domu Cybulska przysłała do mnie list, w którym dziękuje za to, że dzięki rubryce, może przypomnieć sobie Żuromin z lat swego dzieciństwa. Sama również pragnie podzielić się z swoimi wspomnieniami. A są to wspomnienia niezwykłe.

 

Żuromin jest miastem, które swój rozwój zawdzięcza niezwykłym wydarzeniom. To w Żurominie w latach 90-tych XVII wieku pojawił się cudowny obraz, który podarował Blochowi w podzięce za gościnę żołnierz. Z obrazu biła niezwykła jasność. Później w pobliżu tego miejsca wzniesiono drewniany kościółek, następnie murowany. Do Żuromina słynącego z cudów przychodziły pielgrzymki z najdalszych stron Polski. Cud jaśniejącego obrazu potwierdził Ludwik Załuski – biskup Płocka „po wysłuchaniu kommissyi przez siebie wyznaczonej, sam osobiście też zwiedził Żeromin, był kilkakrotnie w domu pana Blocha i miał podobno być świadkiem kilku uzdrowień, których żadna siła ludzka dokonać by nie umiała”. Po wojnie w 1949 roku (jak podaje pani Jadwiga, w jednym z wywiadów rozmówca podał mi datę początek lat 50-tych) również wiele osób widziało cud. Figura Matki Boskiej stojącej przed kościołem miała zachowywać się jak żywa. Mrugała oczyma, poruszała ustami, modląc się razem z wiernymi. Figura Matki Boskiej cudem przetrwała wojnę. Volksdeutsch Wachman czy Wichman (w innych relacjach inny volksdeutsch – Kółkowski) odtrącił figurce głowę. Dopiero po wojnie miała być ona na powrót przytwierdzona. Według relacji pani Jadwigi, cztery lata po wojnie ujrzała prawdziwy cud. Choć oficjalnie biskupi tego cudu nie uznali, wielu żurominian go pamięta.
„Biegałam po ulicy i usłyszałam jak panie mówiły głośno, że figurka Matki Boskiej staje się żywa. Nie powiedziałam rodzicom ani babci i bez pozwolenia wzięłam siostrę za rękę i pobiegłyśmy szybko, aby zobaczyć, co się dzieje. Gdy doszłyśmy, cały plac przed figurą był pełen ludzi. Pomyślałam sobie, co tu zrobić, aby stanąć blisko figury Matki Bożej. I nie wiem, jak to zrobiłam, ale stanęłyśmy bardzo blisko. Później już nie wiem, czy stałam razem z siostrą, bo w tym momencie usłyszałam głosy, ale nie wszystkich ludzi, [mówiące] że Matka Boża  otwiera i zamyka oczy. Spoglądam w górę i widzę, jak martwe oczy Matki Bożej, które były zamknięte, poruszają się i zamykają. Ludzie zaczęli odmawiać różaniec. I pamiętam bardzo dobrze, jak Matka Boża otwiera szeroko usta i odmawia równo z ludźmi tylko Wierzę w Boga…, Ojcze nasz…, Chwała Ojcu…, a przy odmawianiu Zdrowaś Maryjo…  miała zamknięte usta.
W tym czasie, kiedy to widziałam, to wydawało mi się, ze jestem sama, tak jakby w innym świecie, a tylko taki strach, jakby prąd przeszedł po moich palcach. Tego nie da się opisać, co dzieje się z osobą, która widzi takie cudowne wydarzenie.”
O cudzie w Żurominie opowiada też ksiądz Tadeusz Rutowski. Pani Jadwiga przysyła fragment jego relacji: „Przed kościołem żuromińskim znajduje się gipsowa figurka Matki Bożej wielkości człowieka umieszczona na postumencie z kamieni wysokości około trzech metrów. Przed wojną placyk przed figurą był otoczony małymi sztachetami żeliwnymi i obsadzony pięknymi roślinami. Pod koniec wojny Niemcy zarekwirowali te sztachetki – pewnie dlatego, żeby służyły do odlewu broni – a jeden z Niemców odtrącił głowę tej figurze. Głowę tę jednak jakaś kobieta przyniosła do kościoła, podobno żona tego Niemca. Ksiądz proboszcz Staniaszko schował tę głowę do zakrystii. Po wojnie odnowił figurę, przykleił utrąconą głowę, a na miejscu spojenia namalowano czerwoną wstęgę przypominającą to wydarzenie. W 1949 roku, w święto Matki Bożej Anielskiej 2 sierpnia modlący się zauważyli, że z oczu Maryi płyną łzy. Wieść szybko się rozniosła i przed figurą zaczęli się gromadzić licznie nie tylko parafianie żuromińscy, ale i ludzie z dalszych okolic.”

 

W wydarzenia te zaczęła, jak wspomina Rutowski, ingerować ówczesna PRL-owska władza. Rozpędzano ludzi, odwoływano autobusy, legitymowano wiernych. Bezskutecznie. Do Żuromina napływały tłumy wiernych. Władze postanowiły więc interweniować u samego proboszcza Staniaszki. Ten miał odpowiedzieć, że jeśli to wydarzenie pochodzi od Boga, to nie może przeciw niemu protestować, a jeśli to sprawa czysto ludzka, to zapewne pójdzie w zapomnienie.

 

Z pewnością więcej Czytelników pamięta to wydarzenie sprzed 60 lat. Prosimy o podzielenie się swoimi wspomnieniami.